Kleszcz u dziecka po spacerze w lesie. Co zrobiliśmy
24 czerwca 2026 5 minut czytania Autor: Radek

Wieczorem, przy kąpieli po weekendzie na wsi, żona znalazła kleszcza za uchem Julka. Mały, ciemny, wbity. Opisuję, co zrobiliśmy krok po kroku, co usłyszeliśmy od lekarki i jak teraz wyglądają nasze powroty z lasu.
Długi weekend na wsi był udany. Krowy, kury, kot, który dawał się głaskać o zachodzie słońca, i łąka za stodołą, po której Julek biegał godzinami. W niedzielę wróciliśmy do Olsztyna. Wieczorem kąpiel, żona myła Julkowi włosy i nagle przerwała. „Daj lupę i pęsetę. Ma kleszcza.”
Kleszcz siedział za lewym uchem, na granicy włosów. Mały, ciemny, wbity głową w skórę. Julek nic nie czuł. Ja poczułem, że robi mi się gorąco.
Piszę jako rodzic, nie lekarz. To nasza historia i to, co usłyszeliśmy od lekarki. Jeśli masz wątpliwości, dzwoń do przychodni, a wieczorem i w weekend do nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej.
Usunąć szybko i w całości
Wiedzieliśmy jedno: kleszcza trzeba usunąć jak najszybciej. Im krócej jest wbity, tym mniejsze ryzyko przeniesienia chorób. Nie smaruje się go tłuszczem, masłem ani alkoholem, nie przypala, nie wykręca na siłę. Takie sposoby krążą wśród babć i w internecie, a mogą sprawić, że kleszcz zwróci zawartość do rany.
W domu mieliśmy pęsetę z wąskimi końcówkami i przyrząd do usuwania kleszczy, kupiony w aptece rok temu i nigdy nieużywany. Żona trzymała Julka na kolanach i opowiadała mu o krowach. Ja chwyciłem kleszcza pęsetą jak najbliżej skóry i pociągnąłem zdecydowanie, prosto do góry. Wyszedł w całości, z głową. Obejrzeliśmy go pod lupą, żeby się upewnić.
Miejsce po kleszczu przemyliśmy środkiem do dezynfekcji skóry. Kleszcza zamknęliśmy w woreczku strunowym. Niektórzy zostawiają go do ewentualnego badania. My zostawiliśmy, bo lekarka mogła o niego zapytać. Nie zapytała.
Gdyby kleszcz był wbity głęboko w miejscu, do którego trudno się dostać, albo gdyby coś zostało w skórze, pojechalibyśmy do przychodni albo na nocną pomoc. Wolę zapłacić czasem niż zgadywać.
Co powiedziała lekarka
Rano zadzwoniłem do przychodni. Nie było konieczności pilnej wizyty, ale lekarka rodzinna przyjęła nas tego samego dnia, bo chciałem, żeby ktoś obejrzał miejsce. Obejrzała, powiedziała, że usunęliśmy dobrze, i wytłumaczyła, na co patrzeć w najbliższych tygodniach.
Przede wszystkim na skórę w miejscu ukąszenia. Jeśli pojawi się zaczerwienienie, które się powiększa, zwłaszcza po kilku dniach albo tygodniach, to sygnał do pilnej wizyty. Tak samo gorączka, bóle głowy, osłabienie, bóle stawów w kolejnych tygodniach. Lekarka dodała, że nie podaje się profilaktycznie leków każdemu dziecku po każdym kleszczu i że decyzja zależy od lekarza i sytuacji. Nie dopytywałem o szczegóły leczenia, bo nie było czego leczyć.
Zapytałem o szczepienie przeciw kleszczowemu zapaleniu mózgu. Warmia i Mazury to region, w którym ta choroba występuje częściej niż w innych częściach Polski. Szczepionka jest dostępna dla dzieci od określonego wieku, ale nie jest refundowana dla wszystkich. Lekarka powiedziała, żebyśmy się zastanowili i umówili osobno, bo schemat szczepienia trwa i najlepiej zaczynać go poza sezonem. Rozmawiamy o tym w domu.

Zdjęcie skóry co kilka dni
Po wizycie zapisałem w telefonie: data, godzina znalezienia, miejsce na ciele, gdzie byliśmy (wieś pod Olsztynem, łąka i las). Zrobiłem zdjęcie miejsca za uchem. Kolejne robię co kilka dni i będę robił do połowy lipca, zawsze przy tym samym świetle w łazience. Dzięki temu nie musimy się kłócić, czy „wygląda gorzej niż wczoraj”. Porównujemy zdjęcia.
Skóra zagoiła się po kilku dniach i na razie nic się nie pojawiło. Gdyby się pojawiło, mamy dla lekarza datę, miejsce i serię zdjęć.
Jak teraz wychodzimy do lasu
Las i łąka to w naszym życiu stały punkt weekendów, więc nie zamierzamy ich unikać. Zmieniliśmy kilka rzeczy.
Julek chodzi do lasu w długich spodniach, z nogawkami wpuszczonymi w skarpetki, i w czapce. Jasne ubrania, bo na nich łatwiej zauważyć kleszcza. Środek odstraszający kleszcze dla dzieci stosujemy zgodnie z ulotką i wiekiem dziecka, na ubranie i odsłoniętą skórę. Wcześniej pryskałem tylko spodnie. Kleszcz wszedł przez kołnierzyk.
Po każdym powrocie z lasu, łąki albo parku z wysoką trawą robimy oględziny. Przy kąpieli albo przy przebieraniu. Za uszami, na granicy włosów, na karku, pod pachami, w pachwinach, pod kolanami, w pępku. Tam, gdzie skóra jest cienka i ciepła. Julek nazywa to „szukaniem pająków” i bardzo się stara, żeby nic nie znaleźć.
Ubrania po lesie od razu lądują w pralce, a nie na krześle. Kleszcz może przejść z ubrania na skórę wieczorem.
Kleszcze nie tylko w lesie
Długo myślałem, że kleszcze to sprawa wyjazdów: wieś, las, łąka. Po rozmowie z lekarką i z sąsiadem, który ma psa, wiem, że to nieprawda. Kleszcze żyją też w miejskich parkach, na trawnikach między blokami, w krzakach przy placu zabaw i na skraju ścieżki rowerowej. Na Jarotach, gdzie zieleni jest sporo, a do lasu blisko, oględziny po spacerze robimy także wtedy, kiedy nie wyjeżdżaliśmy z osiedla.
Sezon na kleszcze trwa od wiosny do późnej jesieni, a w ciepłe zimowe dni też zdarza się je spotkać. Nie ma więc jednego miesiąca, po którym można odetchnąć. My przyjęliśmy prostą zasadę: od pierwszych ciepłych dni do pierwszego mrozu wieczorne oględziny są częścią kąpieli, tak jak mycie zębów.
Julek bawi się w trawie, kuca w krzakach przy szukaniu patyków i tarza się po łące, bo „jest pieskiem”. Nie zabraniamy mu tego, bo to część dzieciństwa. Zabraniamy tylko pójścia spać bez sprawdzenia, czy żaden „pająk” nie przyszedł z nim do domu.
Sąsiad z psem dodał jeszcze jedną rzecz, o której nie pomyślałem: zwierzęta przynoszą kleszcze do mieszkań. My psa nie mamy, ale babcia w Dobrym Mieście ma kota, który chodzi po ogrodzie. Po weekendzie u babci oględziny są dokładniejsze.
Co zostało w głowie
Zostało przede wszystkim to, że znaleźliśmy go szybko, bo kąpiel była tego samego wieczoru. Gdyby Julek poszedł spać bez kąpieli, bo „był zmęczony po podróży”, znaleźlibyśmy go pewnie po dwóch dniach. A może wcale.
Weekend na wsi, o którym pisałem przed wyjazdem w tekście o rezerwacji agroturystyki, dopisał nam jeden punkt do listy pakowania: pęseta do kleszczy i lupa. Leżą teraz w kosmetyczce, która jeździ z nami na każdy wyjazd. Przyrząd do kleszczy, który kupiliśmy rok temu, okazał się zresztą mniej wygodny od zwykłej pęsety z wąskimi końcówkami. Pewnie to kwestia wprawy. Wolałbym jej nie nabierać.
Niezbędnik po lesie
Nasz wynik
- Zadziałało:
- Oględziny przy wieczornej kąpieli - kleszcz był wbity od kilku godzin, a nie od kilku dni.
- Nie zadziałało:
- Spray odstraszający tylko na spodnie - kleszcz znalazł drogę przez kołnierzyk.




