Od razu do czytania

Zdrowie

Katar co dwa tygodnie. Nasza pierwsza jesień w przedszkolu

14 października 2026 5 minut czytania Autor: Radek

Przytulna kanapa z kocem, chusteczkami i książeczką w deszczowy jesienny dzień

Pierwszy katar przyszedł w trzecim tygodniu września, drugi w pierwszym tygodniu października. Nie piszę, jak leczyć, bo to sprawa dla lekarza. Piszę, jak to zorganizować: kto zostaje w domu, jak działa zwolnienie na dziecko i co robimy, żeby nie zwariować.

Wszyscy nas uprzedzali. Rodzice z grupy, babcia, koledzy z pracy, pani w przychodni przy bilansie: „Pierwsza jesień w przedszkolu to katar co dwa tygodnie”. Uśmiechałem się grzecznie. Julek przez rok w małym punkcie przedszkolnym na Zatorzu chorował dwa razy. W nowym przedszkolu, w grupie kilkunastu czterolatków, policzyłem już dwa katary w sześć tygodni. Uprzedzający mieli rację.

Piszę jako rodzic, nie lekarz. Nie podaję tu leków, dawek ani sposobów leczenia, bo o tym decyduje lekarz, który zna twoje dziecko. Piszę o tym, co wokół choroby: organizacji, pracy, przedszkolu i o tym, jak przeżyć cztery dni z czterolatkiem pod kocem.

Kiedy zostaje w domu

Pierwsze pytanie każdego ranka z katarem: przedszkole czy dom? Przedszkole ma swoje zasady, przekazane nam na pierwszym zebraniu i spisane w statucie. Dziecko z gorączką, wymiotami, biegunką albo wyraźnie chore zostaje w domu. Panie mogą odmówić przyjęcia dziecka, które ewidentnie jest chore, i zadzwonić po rodzica, jeśli choroba zaczyna się w ciągu dnia.

Przy drugim katarze popełniłem błąd. Pierwszego dnia Julek miał tylko katar, bez gorączki, więc został w domu z żoną. Drugiego rano wyglądał lepiej i uznałem, że może iść. Przed obiadem zadzwoniła pani: Julek jest osowiały, nie chce jeść, ma ciepłe czoło. Odebrałem go z pracy. Kolejne dwa dni był w domu. Gdybym od razu zostawił go dłużej, oszczędziłbym jemu przedszkola na siłę, a sobie wyjścia z odbioru chodnika w połowie.

Nie ma jednej reguły, którą da się przepisać z bloga. My teraz pytamy siebie: czy Julek ma siłę na cały dzień w grupie? Czy będzie w stanie bawić się, jeść, wyjść na dwór? Jeśli nie, zostaje. Jeśli coś nas niepokoi, dzwonimy do przychodni. A gdy objawy są poważne, po godzinach do nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej albo pod 112.

Kto zostaje w domu

Tego nie mieliśmy ustalonego w zeszłym roku i kłóciliśmy się o szóstej rano. W tym roku we wrześniu, zanim przyszedł pierwszy katar, zrobiliśmy grafik. Pierwszy dzień choroby zostaje ten, kto ma mniej spraw w pracy tego dnia. Drugi dzień - drugie z nas. Trzeci i czwarty dzień, jeśli trzeba, babcia z Dobrego Miasta, jeśli może przyjechać, albo znowu my na zmianę.

U mnie praca w terenie z odbiorami jest trudniejsza do przełożenia. U żony w bibliotece łatwiej o zastępstwo. Ale nie chcemy, żeby to zawsze była ona. Grafik to rozwiązuje: nikt nie musi nikogo prosić, wszystko jest ustalone.

Babcia jest naszym planem B. Przy pierwszym katarze przyjechała na dwa dni i nie musieliśmy brać zwolnienia. Przy drugim była chora sama. Plan C nie istnieje, więc przy drugim katarze wzięliśmy zwolnienia.

Kubek herbaty i książeczka dla dzieci na parapecie, za oknem deszcz
Kubek herbaty i książeczka dla dzieci na parapecie, za oknem deszcz

Zwolnienie na dziecko

Rodzicowi, który opiekuje się chorym dzieckiem, przysługuje zasiłek opiekuńczy z ZUS. Zwolnienie wystawia lekarz, który bada dziecko, w formie elektronicznej, a pracodawca widzi je w systemie. Zasiłek przysługuje przez określoną liczbę dni w roku kalendarzowym, łącznie na wszystkie dzieci i bez względu na to, które z rodziców korzysta. Wysokość to procent podstawy wynagrodzenia. Dokładny limit dni, wysokość i warunki sprawdź na stronie ZUS, bo to zależy od wieku dziecka i sytuacji.

Ważna rzecz: zasiłek opiekuńczy przysługuje też w niektórych sytuacjach, kiedy dziecko jest zdrowe, na przykład przy nieprzewidzianym zamknięciu przedszkola. Nie wiedziałem o tym, dopóki kolega z pracy nie opowiedział, jak przedszkole jego córki zamknęło się na tydzień z powodu awarii ogrzewania.

Przy pierwszym zwolnieniu na Julka było trochę zamieszania, bo pierwszy raz. Lekarka zapytała, które z rodziców będzie się opiekować, i wystawiła zwolnienie na tego rodzica. Przy dwóch dniach dla mnie i dwóch dla żony potrzebne były dwa osobne zwolnienia. Następnym razem od razu powiemy, jak dzielimy dni.

Cztery dni pod kocem

Chory czterolatek, który nie ma gorączki, ale nie może iść do przedszkola, to wyzwanie. Ma siłę, ale nie może wyjść na dwór, do kolegów, na plac zabaw. My mamy jeden pokój pełen zabawek i salon. Co robiliśmy:

  • Koc na kanapie i stos książek z biblioteki. Czytanie po kolei, aż zachrypnę.
  • Zabawy przy stole: plastelina, kredki, układanie puzzli, naklejki.
  • Pudło rotacyjne z piwnicy. Przy porządkach, o których pisałem w tekście o zabawkach, odłożyliśmy jedno pudło „na chorobę”. Zadziałało jak nowa zabawka.
  • Bajki. Więcej niż zwykle. Bez wyrzutów sumienia.
  • Drzemka po obiedzie, nawet jeśli Julek normalnie nie śpi. Chory śpi chętniej.

Picie co chwilę, w małych ilościach, z ulubionego kubka. Jedzenie lekkie, to, na co ma ochotę. Na resztę pytaliśmy lekarkę.

Apteczka i numery w jednym miejscu

Przy pierwszym katarze szukałem termometru przez dziesięć minut. Leżał w kosmetyczce, którą żona wzięła do pracy. Przy drugim mieliśmy już domową apteczkę z prawdziwego zdarzenia: jedno pudełko na wysokiej półce w szafie w przedpokoju, poza zasięgiem Julka.

W środku termometr, rzeczy, które lekarka zaleciła nam przy poprzednich wizytach, i kartka z informacjami, które przydają się przy telefonie do przychodni: waga Julka, data ostatniego bilansu, na co jest uczulony (na nic, na szczęście), jakie leki brał ostatnio i kiedy. Co znajdzie się w apteczce twojego dziecka, ustal z lekarzem albo farmaceutą, a nie z blogiem.

W telefonach obojga mamy zapisane: numer do przychodni, godziny jej pracy, adres i numer najbliższego punktu nocnej i świątecznej opieki zdrowotnej. W nocy, kiedy dziecko ma wysoką gorączkę, nikt nie chce szukać tego w internecie. Numer 112 zna każdy, ale dobrze wiedzieć też, gdzie pojechać, kiedy pogotowie nie jest potrzebne, a do rana czekać się nie da.

Co dalej z tą jesienią

Wiem, że to nie koniec. Październik, listopad, potem zima. Rodzice z grupy mówią, że w drugim roku przedszkola jest lepiej, bo dziecko „przechorowało już swoje”. Nie wiem, czy to prawda, ale chcę wierzyć.

Na razie mamy grafik, babcię na plan B, pudło na chorobę w piwnicy i numer do nocnej pomocy w telefonie. I jedną zasadę: lepiej jeden dzień dłużej w domu niż telefon z przedszkola przed obiadem. O tym, jak wyglądał pierwszy miesiąc w grupie, pisałem w tekście o pierwszym miesiącu w przedszkolu. Katar był tam jednym z punktów. Teraz dostał własny wpis.

Niezbędnik na chorobowe

Nasz wynik

Zadziałało:
Grafik „kto zostaje” ustalony z żoną we wrześniu, zanim przyszedł pierwszy katar - bez kłótni o 6 rano.
Nie zadziałało:
Posłanie Julka do przedszkola „bo to tylko katar” w drugim dniu - pani zadzwoniła przed obiadem, żeby go odebrać.