Od razu do czytania

Przedszkole

Przedszkole po przeprowadzce w trakcie roku. Co zrobić, kiedy rekrutacja już minęła

2 października 2026 5 minut czytania Autor: Radek

Drewniane zabawki edukacyjne na półce: kolorowa wieża z krążków, pojemniki i klocki

Kolega z dawnej pracy przeprowadził się w sierpniu pod Wrocław z czterolatką i obudził się z ręką w nocniku: rekrutacja dawno zamknięta, wrzesień za pasem. Spisaliśmy przez telefon, co zrobić krok po kroku i o co pytać przy oglądaniu przedszkola.

Pod koniec sierpnia zadzwonił kolega, z którym przez kilka lat jeździłem po budowach dróg na Warmii. Dostał dobrą pracę przy dużej inwestycji drogowej pod Wrocławiem i w sierpniu przeprowadził się z żoną i czteroletnią córką na nowe osiedle w gminie Kobierzyce. Mieszkanie było, praca była, kartony prawie rozpakowane. Zabrakło jednego: przedszkola. „Radek, ty przechodziłeś rekrutację w tym roku. Co się robi, jak rekrutacja była w marcu, a my w marcu jeszcze nie wiedzieliśmy, że się przeprowadzimy?”

My rekrutację przechodziliśmy w normalnym trybie, wiosną, i pisałem o tym przy potwierdzeniu woli po rekrutacji. Przeprowadzka w trakcie roku to inna sprawa. Nie jestem prawnikiem ani urzędnikiem od oświaty, więc piszę, co sprawdziliśmy w przepisach i co zadziałało u kolegi. Zasady w twojej gminie sprawdź w urzędzie, bo każda gmina ma swoje terminy i swój tryb.

Gmina ma obowiązek, ale nie musi to być przedszkole pod blokiem

Dziecko w wieku 3-5 lat ma prawo do miejsca w wychowaniu przedszkolnym, a gmina, w której mieszka, ma obowiązek je zapewnić. To nie znaczy, że dostaniesz miejsce w wymarzonym przedszkolu pięć minut od domu. Gmina może wskazać inne przedszkole, oddział przy szkole albo inną placówkę, czasem z godzinami, które nie pasują do pracy.

Kolega zrobił dwie rzeczy jednocześnie. Najpierw zadzwonił do najbliższych publicznych przedszkoli i zapytał o wolne miejsca w grupie czterolatków. W trakcie roku o przyjęciu decyduje zwykle dyrektor, jeśli są wolne miejsca, więc warto dzwonić bezpośrednio, a nie czekać na kolejną rekrutację. Potem złożył w urzędzie gminy pismo z prośbą o wskazanie miejsca dla córki, z adresem zamieszkania i datą przeprowadzki. Odpowiedź przyszła, ale po kilku tygodniach i dopiero po telefonie z pytaniem, co się z pismem dzieje.

Na nowych osiedlach pod dużymi miastami publiczne przedszkola bywają pełne, bo osiedla rosną szybciej niż placówki. U kolegi wolne miejsce w publicznym przedszkolu było, ale na drugim końcu gminy, w godzinach, przy których żadne z rodziców nie zdążyłoby z pracy. Dlatego zaczął równolegle patrzeć na przedszkola niepubliczne.

Lista z minutami, nie z kilometrami

Poradziłem mu to, co robię w pracy przed każdym odbiorem: protokół. Jedna kartka, w kolumnach przedszkola, w wierszach to, co ma znaczenie. Najważniejszy wiersz to nie odległość w kilometrach, tylko czas dojazdu o 7:30 i o 16:30, w dzień roboczy, z korkami. Pod Wrocławiem, gdzie wszyscy jadą rano w tę samą stronę, pięć kilometrów potrafi trwać dłużej niż piętnaście w drugą.

Notatkę w telefonie nazwał po prostu przedszkole Kobierzyce, choć najlepsze miejsce znalazł w końcu kawałek dalej, na wrocławskim Oporowie. Dojeżdża tam z domu w kwadrans i nie przez centrum miasta, a po drodze do swojej budowy. Przedszkole przyjmuje dzieci przez cały rok, także w trakcie roku przedszkolnego, a kiedy grupa jest pełna, dziecko trafia na listę oczekujących. Dla rodziny, która przeprowadza się w sierpniu, to akurat najważniejsza informacja.

Kartonowe pudła po przeprowadzce przy żółtej kanapie w jasnym pokoju
Kartonowe pudła po przeprowadzce przy żółtej kanapie w jasnym pokoju

Montessori od środka, czyli czego się nie spodziewaliśmy

To przedszkole Montessori, działające od 2011 roku. Ani ja, ani kolega nie wiedzieliśmy dokładnie, co to znaczy, poza tym, że „dzieci same wybierają, co robią”. Po jego wizycie i po tym, co przeczytaliśmy, mam w głowie kilka konkretów.

Grupy są mieszane wiekowo, najwyżej po osiemnaście dzieci. Czterolatka bawi się obok pięcio- i sześciolatków, podgląda starszych i sama pomaga młodszym. Dzieci wybierają pracę z materiałów na półkach i mają czas, żeby ją skończyć, a nie zmieniać zajęcia co dwadzieścia minut na dzwonek. Nie ma kar ani nagród, czego kolega na początku nie mógł sobie wyobrazić. Są ćwiczenia z życia praktycznego, na przykład przelewanie czy zapinanie guzików, matematyka na materiałach, które można dotknąć, i dużo języka. W ciągu dnia dzieci słyszą polski, angielski i ukraiński.

Kolegę najbardziej przekonała adaptacja. Prowadzi się ją razem z rodzicem, w tempie dziecka, i nie ma sztywnego terminu, po którym dziecko musi zostać samo. Po przeprowadzce, nowym mieszkaniu i nowym mieście to było dla nich ważniejsze niż program zajęć dodatkowych. Jak wyglądała adaptacja u nas, opisywałem przy zajęciach adaptacyjnych w przedszkolu. Tam były trzy popołudnia i krzesło pod ścianą. Tu rodzic może zostać dłużej, jeśli dziecko tego potrzebuje.

Pytania na wizytę, które spisaliśmy razem

Lista przydała się kolejnym znajomym, więc wklejam ją w całości. Przy każdym przedszkolu zadawał te same pytania:

  • Do której godziny jest otwarte i co się dzieje, kiedy się spóźnię?
  • Czy posiłki są gotowane na miejscu i czy uwzględniają diety?
  • Ile dzieci jest w grupie i ilu dorosłych na grupę?
  • Jak wygląda adaptacja dziecka, które przychodzi w trakcie roku, kiedy grupa już się zna?
  • Ile czasu dzieci spędzają na dworze i co się dzieje, kiedy pada?
  • Kto może odebrać dziecko i jakie upoważnienie jest potrzebne?
  • Jakie są zasady przy chorobie, katarze, gorączce?

W przedszkolu na Oporowie posiłki gotuje się na miejscu z uwzględnieniem diet, dzieci codziennie wychodzą do ogrodu i na plac zabaw, a od kwietnia do listopada mają zajęcia w lesie. Kolegę ucieszyło, że po południu są zajęcia dodatkowe w przedszkolu, bo nie musi nigdzie dowozić córki po pracy. O cenach nie piszę, bo każde przedszkole niepubliczne podaje je przy rozmowie i bywają różne zasady dofinansowania w różnych gminach. Zapytaj o to wprost przy wizycie.

Kalosze dorosłego i dziecka w kałuży wśród jesiennych liści
Kalosze dorosłego i dziecka w kałuży wśród jesiennych liści

Co dalej u kolegi

Córka kolegi chodzi do przedszkola od połowy września. Pierwszy tydzień był z mamą w sali, drugi już prawie bez. Kolega przysyła mi zdjęcia kaloszy w kałuży i słoików z liśćmi, które córka przynosi z zajęć w lesie. Pismo w gminie też w końcu się wyjaśniło, ale gdyby czekał tylko na nie, córka do dziś siedziałaby w domu, a rodzice braliby urlop na zmianę.

Ode mnie jedna rada dla każdego, kto planuje przeprowadzkę z przedszkolakiem: zacznij od przedszkola, nie od kartonów. Plan to jedno, czterolatek to drugie, ale bez miejsca w przedszkolu żaden plan przeprowadzki się nie spina.

Niezbędnik po przeprowadzce

Nasz wynik

Zadziałało:
Lista pytań spisana przed wizytami - kolega porównał trzy miejsca w jeden tydzień, a nie w miesiąc.
Nie zadziałało:
Czekanie na odpowiedź z gminy bez telefonu do urzędu - pismo przeleżało dwa tygodnie, zanim ktoś je przeczytał.